• Wpisów:105
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:279 dni temu
  • Licznik odwiedzin:12 379 / 849 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zdjęcie jest z dziś. Dziś jest 18 kwietnia.
K w i e t n i a.
Ślub za 4 dni. C z t e r y.
Pada od 30 godzin. Non stop.
Śnieg. Ś n i e ż e k.


Tak naprawdę to dziś już jest 19 kwietnia. Jest kwadrans po północy.
Pada. P a d a. P a d a. P a d a. Ś N I E G.
Ślub za 3 dni.
Z a p o j u t r z e.
Pada śnieg.
  • awatar JazuMST: Śnieg jest piękny. Chyba, że marzy się wam sceneria pod palmami. Wtedy to nie.
  • awatar Zabeczkaa: O kurcze...ile sniehu u Ciebie :o
  • awatar ms moth: Kwiecień plecień. :P Chociaż ja tam tęsknię za zimą, mogę przygarnąć ten śnieg. :>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Prawie codziennie odwiedza nas kurier, albo my odwiedzamy pocztę - tak wygląda weselna gorączka.
Niektóre z tych przedmiotów są tak urocze

Dziś przyszło pudełeczko na obrączki. Myślałam, że kluczyk jest tylko dla picu, a on naprawdę działa!
Jestem zachwycona.


A wczoraj minął rok, od kiedy to wszystko się zaczęło. Najbardziej pamiętny Dzień Kobiet
Jak ten czas leci...
  • awatar happi: @Ruda Grażka: pudełeczko zamawialiśmy na allegro. Podaję link: http://allegro.pl/pudelko-na-obraczki-skrzyneczka-poduszka-na-slub-i6689786171.html?snapshot=MjAxNy0wMi0yNlQxNDozNzoyMS4wNDZaO2J1eWVyOzA0NzMwNjliMzdmNTVmY2FlMDAyMzNkMmM0NzcwNTZlNjE3NmRhOTk2ODBiOGVlMDRiYzlhYmI3ZmQwMTQ5OTA%3D#thumb/1
  • awatar Ruda Grażka: Czy pudełko było w zestawie z obrączkami? Jeśli można je kupić oddzielnie to gdzie?
  • awatar Alys27: A pamiętam jakby to było wczoraj :D Dosłownie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
a od dwóch godzin za oknem mamy prawdziwą bajkę (cytując Mojna: "baśń"







Oby to był wstęp do prawdziwego "i żyli długo i szczęśliwie, wiecznie młodzi, zdrowi, bogaci i zgodni".
 

 


Dawno się tak nie zakochałam w smutasie.
 

 
Zostało 137 dni do ślubu!!!!!!! Jak?! Kiedy?! Cooo?!
A my jesteśmy w organizacyjnej czarnej dupie.
Według jednego z hiperpomocnych portali mamy zrealizowane zaledwie 25% przygotowań. Świetnie.
Zostało jeszcze 137 nocy, do wyśnienia 137 (żeby tylko) koszmarnych snów, że to już (JUŻ!) a my tacy nieogarnięci. Świetnie x2.

----

Był Mikołaj. Spadł śnieg. I znikł.
Tak, to jajo jest takie duże, a nie pączek taki mały.

 

 

26

Dziś mija rok, od kiedy żyję sobie na Pingerze.
Jednocześnie mija 26 lat od kiedy żyję sobie.

Najlepszego!

W pracy było tak:


W domu tak:

(z zastrzeżeniem, że wazon jest dodatkiem do głównego prezentu, który ma być za kilka dni, hm..)

Ze świata:

(prawdziwa zorza na Islandii, dla mnie! od A. Dziękuję! )

Szczęścia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

alys27
 
happi
 
Robaczku,
a może taką suknię ślubną, co?
Albo którąś z tych pozostałych?


http://www.boredpanda.com/dip-dye-wedding-dress-trend/?utm_source=newsletter&;utm_medium=link&utm_campaign=Newsletter
  • awatar Ruda Grażka: Jaka piękna ta suknia!
  • awatar Alys27: @happi: Taaaak :D @Durant: Przy takiej ilości kolorów na sukience i bukiecie, to te włosy wcale się nie rzucają w oczy :P @星FairyBlue: Czemu mnie ten niebieski nie dziwi? :P
  • awatar 星FairyBlue: Rany!! Piękna <3 A ostatnio wymyśliłam, że chciałabym niebieską suknię ślubną xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Jestem osłem.

Nie pójść na spotkanie ze znajomymi, bo pogoda nie taka, bo mi się nie chce..
Dowiedzieć się, że jedna specjalnie dla ciebie zrobiła masło orzechowe, a druga przyniosła zaproszenie na ślub.

Brawo ja.
  • awatar JazuMST: @happi: Mając świadomość swojego grzechu masz szansę na odkupienie i lepszą przyszłość
  • awatar happi: @JazuMST: nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Do teraz mam moralniaka :(
  • awatar JazuMST: Nie powiem co sądzę o tych którzy nie mają czasu dla znajomych. A tym co się "nie chce"... Oni na nic nie zasługują. Jak Czwarty.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Cztery i pół.
Tyle dokładnie trwała nasza wczorajsza sesja narzeczeńska.
Wszystko szło nie tak.
Umówiona trzy tygodnie temu makijażystka nawaliła.
Fryzjerce daleko było do profesjonalizmu.
Do kapelusza, za żadne skarby świata nie chciała przykleić się wstążka, a na dworze..
na dworze był listopad. Tak, nie lipiec, LISTOPAD.
Deszcz, ściera z chmur, barwy która idealnie oddaje moje synestetyczne wrażenie koloru depresji i jeszcze raz deszcz. 17 stopni! To tylko o 20 mniej niż równo rok temu w tym dniu. Wspaniale. Wprost fantastycznie.
Wszystko planowałam od tygodni. Sukienka, buty, mani, pedi.. kurnia!
Na cholerę, przez pół soboty pieściłam swe cielsko wzdłuż i wszerz depilatorem?! Po kiego grzyba, przez drugie pół dnia malowałam pazury u stóp, skoro ostatecznie i tak musiałam założyć grube czarne rajstopy?! Porażka.
Gdyby nie to, że fotograf miał przybyć aż ze stolicy, i to, że specjalnie wzięliśmy z Mojnem urlopy na ten dzień i to, że tak się właśnie cholernie nastawiałam na to wszystko, to cała ta sesja w ogóle mijałaby się z celem w takim dniu i pogodzie, jaka była za oknem, wczoraj.

Wysiliłam resztki swego optymizmu i powtarzałam sobie: to nic, że pada, to nic, że picno jak w lodówce, grunt to dobry humor! Uśmiech, pozytywne nastawienie, nie dajmy się przypadkom, pogody nie zaplanujesz, i takie tam...
Myślałam to wszystko, siedząc skulona na krześle w kuchni i czułam totalną niemoc.
Jedynie obłędnie wyglądający Mojn, który odwiedził chyba najlepszego fryzjera w mieście powodował, że motyle rozsadzały mi trzewia i kiełkowała nadzieja, że będzie fajnie.

W końcu nadjechał fotograf i już nie było odwrotu.
Dobrze, że przynajmniej kupiliśmy sobie słońce. A nawet dwa.


Trochę nieporęcznie było z nimi chodzić, ale za to rozświetlały listopadową aurę.

Fotograf okazał się bardzo w porządku. Cierpliwie podążał z nami w każde zaplanowane wcześniej miejsce zdjęć.
Czasami pomagał nam pilnować drugiego słońca, a wtedy w całym swym profesjonalizmie prezentował się tak:

Rozczulający obrazek

Na początku trochę się stresowałam, nie dość, że było zimno, ja z gołymi ramionami, to jeszcze trzeba było jakoś pozować przed obcym ludziem, nie wspominając już o ogólnym zainteresowaniu przechodniów, jakie wzbudzała nasza trójka i słońca.
Mniej więcej od trzeciego miejsca, przy moim ulubionym moście, stres odpuścił i dalej była już tylko dobra zabawa! W dużej mierze było to zasługą samego G., w obecności którego szybko można było się poczuć swobodnie, złapać kontakt, pożartować i pogadać tak po prostu.

Ostatecznie zrealizowaliśmy wszystkie punkty naszego planu! Hurra! Mimo niepogody!
A jakie satysfakcjonujące było słuchanie: "Mamy to!" obwieszczane z szerokim uśmiechem przez G. Czasami czułam się jak w prawdziwym TapMadl. Ha!
Po czterech i pół godzinie i przejściu ładnych paru KaeMów, zakończyliśmy sesję na dworcu PKP.
Tam, zrobiło się w pewnej chwili naprawdę romantycznie.
Nie dość, że już zmierzchało, to jeszcze cały klimat wrocławskiego dworca, który zawsze, ZAWSZE (!) wywołuje we mnie taki sentyment i kołatanie serca. I światła.. a właściwie to początkowo brak oświetlenia najpopularniejszego napisu, na tle którego musiałam mieć zdjęcie. Po prostu musiałam. A on się nie świecił.
Z dużym niedosytem i smutkiem pozowaliśmy na tle ciemnych liter. I już mieliśmy wychoodzić, już się odwracaliśmy z torbami, kiedy... Światłość! Szyld rozpromienił się znajomym czerwonym blaskiem!
To było takie filmowe!
Wróciliśmy nam miejsce i już w pełnej krasie mogliśmy powtórzyć zdjęcia.
Jestem w pełni usatysfakcjonowana!
Duże podziękowania należą się tutaj Mojnowi, który cierpliwie znosił wszystkie moje marudzenia, grzecznie ustawiał się, tak jak mu polecano i nawet na kolanach mnie trzymał, mimo iż groziło to zmiażdżeniem jedynego i najlepszego na świecie smartfona.
Oprócz tego mega szacun za to, że zachował zimną i krew i nie wydarł się na mnie za wszystkie moje głupkowate zachowania i komentarze w stylu: "bylebym chudo wyszła", "zamieńmy się, bo drugi profil mam lepszy", zrób tak, zrób siak.. Gdzie ja takiego fajnego znalazłam!? <3

Podsumowując, sprawdził się scenariusz, że jak początkowo wszystko idzie nie tak jak trzeba, że się pali i wali, to w efekcie samo sedno wychodzi super!
Wymarzliśmy się i zmęczyliśmy ale czuję taką wewnętrzną radość. Chcę już te foty!

Tylko jak teraz wytrzymać 1,5 miesiąca w oczekiwaniu na nie?!
Aż tyle?! Buuu.
 

 


A za 9 dni sesja!

Od wczoraj biorę anty. Dziś chciałam umrzeć rano. Niech to będzie oznaką działania. Niech będzie!
  • awatar JazuMST: Za każdym razem jak gdzieś wkomponujesz swój pierścionek to sobie myślę: "Ładna rzecz." A później się zastanawiam jak szanowny narzeczony go znalazł i kupił akurat jego. W końcu ponoć faceci nie mają poczucia piękna i to zawsze inne kobity pomagają kupować takie cuda.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jesteśmy w ćwierćfinale Mistrzostw Europy! Wow!
Nie przypuszczałam, że dożyję (tak szybko!) tej chwili
Co za emocje! I moje najulubieńsze rozstrzygnięcie w karnych!
Kuba Błaszczykowski bohaterem narodowym!
Najlepsze, że oglądaliśmy z Mojnem transmisję w necie, która miała lekkie opóźnienie i gdy przed ostatnim strzałem we Wrocławiu wybuchły fajerwerki, to już wiedziałam, że WYGRALIŚMY!!!!!! BRAWO POLSKO!!!!

***

W czwartek rozpoczęłam nowe życie. Życie na dragach.



Hashimoto. Autoimmunologiczne przewlekłe zapalenie tarczycy - teraz tak się będę legitymować u lekarzy. A pudełeczka na załączonym obrazku będą najprawdopodobniej towarzyszyć mi do momentu, aż nie wydam z siebie ostatniego tchnienia.
Na razie wzięłam się w garść i zamierzam wyprowadzić swój organizm na prostą. Daję sobie rok, żeby pouzupełniać niedobory i pozbijać nadwyżki tych wszystkich krwawych wskaźników.
Pomimo, że przez ostatnie dwa tygodnie wydałam na lekarzy równowartość miesięcznego czynszu, to dziś poszłam na zakupy. 18 lipca zaplanowaliśmy sesję narzeczeńską - kupiłam sukienkę i buty Butów na zdjęciu nie ma, ale mniejsza, wreszcie dałam upust swoim marzeniom o staniu się pin-up girl!

  • awatar Alys27: Jaka piękna!! Pasuje Ci ^^ Co do tabsów i nadwyżek, to dasz radę! Powiedz mi tylko co jest w dużym słoiku, bo nie mogę się dopatrzeć. Coś suszonego?
  • awatar st.anger: Urocza sukienka, bardzo adekwatna na sesję narzeczeńską.
  • awatar Ch!c G!rl: super sukienka, mecz był mega! a przy karnych miałam prawie zawał! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Liczba na dziś (i na resztę życia): 233
Z pozdrowieniami (środkowym palcem) od siebie dla siebie.

Przywitaj się Kingu ze swoim japońskim motylem.
Nawet bez ślubu będziecie żyli dopóki śmierć was nie rozłączy.

Dziękuję. Dobranoc.
 

 
Szczęśliwy numerek na dziś: 9,690.
Z pozdrowieniami od tarczycy.
 

 
Poooooolskaaaaa!!!
1 : 0 na dobry początek


...oj się będzie działo w czwartek!
 

 
Założyłam konto na pingu pingu w ostatnich minutach świętowania ćwierćwiecza (o dzięki, Adrianno! ), jeszcze w tym samym tygodniu miałam okazję relacjonować tutaj pierwsze wrażenia z podejmowania całkiem pierwszej pracy zarobkowej (nie związanej w żaden sposób z edukacją). Mam wrażenie, że było to milion lat temu. Dużo się wydarzyło.

Dziś przychodzę tutaj z pewnego rodzaju powtórką z rozrywki. Jestem po pierwszym dniu nowej pracy. Jest inaczej. Nieśmiało i cichutko mogę rzec, że lepiej (bo równie dobrze to może być hurraoptymizm szokowo-pierwszowrażeniowy. Taki, żeby ochronić mózg przed traumą. Wiadomo o co chodzi.)
W każdym razie, na chwilę obecną (poza poczuciem, że głowa mi pulsuje od nadmiaru wszystkiego, a ciśnienia mam może z milion na milion dwieście) czuję się bardzo dobrze!
W pracy było dobrze! Tak sympatycznie, przyjemnie (dla oka i nie tylko!), spokojnie i ciekawie!
Jestem szczęśliwa, bo to pierwsza praca, którą znalazłam sobie całkiem sama, bez żadnych znajomości i szeptania po kątach, co by łaskawszym okiem na mnie spojrzano.
Praca w znacznej mierze w moim wyuczonym zawodzie! A jednocześnie taka, że nie czuję cholernego napięcia i stresu, z powodu braku doświadczenia i obycia, bo zadania nie są (na razie) jakoś bardzo wygórowane.
Nie ma targetów!
Nie ma walki o premie!
Nie ma harmidru!
Nie ma umowy o pracę

Za to...
Jest praca z ludźmi!
I jeszcze więcej pracy z ludźmi.
Wreszcie całkiem moje, tylko moje i wyłącznie moje biureczko, krzesełeczko i laptopik (a jutro ma być całkiem nowiutki).
Mój własny telefon służbowy!

Taka scenka rodzajowa:
K. do mnie podając mi maleńkiego MyPhone'a: -To Twój telefon, na razie możesz tylko odbierać połączenia, bo nie ma abonamentu.
Ja (w myślach): Wow! Wow! Wow! Będę miała swój telefon! Wooooow!
K. kontynuuje...) Smartfona dostaniesz pod koniec tygodnia, wybierz sobie model, wysłałam ci listę.
-S..smartco? Jak to?!
-No tak, będziesz miała smartfona, żebyś mogła wygodnie wysyłać sms'y.

O ludzie! I wysłała listę. A tam hateceki, hiułałeje, samsunżki i inne eldżi.
Szok, szok, szok!
I co? Wybrałam taki sam model, jaki Mojn kupił sobie trzy tygodnie temu! Niesamowite!

Czuję się jak więzień wypuszczony z pieczary do normalnego świata, który wydaje się rajem.

MAM OKNO!!!

Dwa nawet! Co prawda widok nie powala (jakaś ściana z poniemieckiej czerwonej cegły), ale jest na południe i cały czas słonko świeci! Tyyyle dobroci!

A w socjalu jest ekspres do kawy!
E: -jak chcesz to możesz sobie przynieść taką kawę w ziarnach i parzyć!

Taką kawę w ziarnach.
To będzie pierwsza czynność jakiej się jutro nauczę

Przez pierwsze dwa miesiące będę w pokoju z K. i E. i z doskoku z O. Ale pokój jest duży więc nie ma spiny. Ludziska też wydają się być bardzo sympatyczni.
Później ponoć są plany, żebym dostała swój oddzielny apartament
Jutro przychodzą na rozmowę pierwsze trzy umówione przeze mnie osoby.
Jutro idę na 7. RANO. Dam radę. Dam radę.
Dam. Radę.
Miło będzie wyjść o 15.. (tak, to pocieszenie!)
Co prawda od dziś trzeba było przeprosić się z autobusami, przywitać z korkami i duchotą, ale.. będę za to dwa razy dziennie wsiadała przy moim najpiękniejszym moście w mieście.

Jestem REKRUTERKĄ!

  • awatar Alys27: Jest most! Plus za most! Drugi plus za sukienkę i zmianę avka ^^ Trzeci plus za okno xD I za smartfona. Za kawę daje minusa xD Za brak umowy też minus, ale to się może zmienić ^^ No i o przyjemnościach dla oka będziesz musiała mi opowiedzieć :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Najbardziej na świecie lubię, gdy w pierwsze letnie noce, świat już śpi, a ja sama ze swoimi myślami, chłonę wdzierający się przez okno zapach kwitnących akacji.
  • awatar Alys27: Akacje kojarzą mi się tylko z naszymi nocnymi powrotami z juwenaliów
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przerażam się. Sobą.
Czy naprawdę to już ten wiek, że człowiek zaczyna odczuwać bezmiar wewnętrznego szczęścia, bo umówił się na wizytę u kolejnego lekarza?!
Nie, nie na NFZ.

Naprawiam się
 

 
Dzisiejsza liczba dnia: 339



Dostałam pracę!!! Jupppikiii!
  • awatar JazuMST: Chyba nastąpił jakiś wysyp "otrzymań prac". Jesteś chyba z siódma na tym portalu która dostała pracę. Witamy w gronie szczęśliwców.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
150 zł za kurs przedmałżeński?!
Da fuq! I jak tu choć próbować zawiesić broń z religią?
Nie..

A jak na ironię, wracając z owego kursu, znaleźliśmy tkwiącą w drzwiach kopertę z zaproszeniem na.. ślub księdza. W sensie na święcenia! Ech.. I to jeszcze tego NASZEGO! Tego co to ma "związać nas mocno".

Miej wiarę człowieku...
 

 
Rzuciłam pracę. Szukam pracy.
A tu takie ogłoszenie:

Technolog Dojrzewalni Bananów
Profil:
Znajomość procesu dojrzewania bananów – wymóg niezbędny
(...)

Yeah!
 

 
Piję kawę z MLEKIEM bez laktozy. Och życie! Jaka ona pyszna!
 

 
Wiosna zaczyna coraz mocniej gościć w otaczającym świecie i w mojej głowie. Wszystko robi się takie ładne, nowe, świeże, wszystkiego bardziej się chce.
To takie piękne uczucie chcieć chcieć

Na wczorajszy obiad wybraliśmy się do Małego Niedźwiedzia, trochę przez to, że nie chciało nam się gotować (tak, to bardzo potwierdza powyższe chcenie chcenia), a trochę dlatego, żeby mieć pretekst do spaceru i łapania pierwszych bezchmurnych i ciepłych dni.
Jak co roku, mam fazę, może trochę nazbyt infantylnego zachwytu, nad każdym napotkanym kwiatkiem. Ciągle chcę je uwieczniać na zdjęciach, tak na zaś, tak z tęsknoty po tej długiej rozłące, tak żeby nikt mi tego już nie zabrał.





Zupełnie niedawno otowrzyli świeżo wyremontowany bulwar nad Odrą niedaleko nas. Niby ładnie, schludnie, ale jak na wiosnę to za dużo betonu. Aczkolwiek Ostrów zyskał nowy, piękny kadr


Dąbeczek wreszcie doczekał się wychylania się na dwór! Jakie to piękne, że można okno otworzyć na dłużej niż 3 minuty hardkorowego wietrzenia.


***
Generalnie nie robię nigdy postanowień noworocznych, wielkopostnych, ani żadnych takich. Ostatnio jednak mnie naszło! Może dlatego, że nowy rok i post mamy co roku, a taki cel, jak ślub raz w życiu? Oby!
Otóż, otóż... narodził się w mojej głowie pomysł pod tytułem:
"Przebiec 1000 km do wesela!". Tak! Na początku nieśmiało, życzeniowo wręcz, ale.. rozkręcam się. Po ostatnich ciężkich dniach w pracy, miałam tak zrytą psychikę, że musiałam się wyżyć. A że akurat był to 1 kwietnia, więc dodałam dwa do dwóch i stwierdziłam, że to będzie dobry początek.

Sezon biegowy uważam za otwarty! YEAH!

W piątek zrobiłam pierwszy trening, taki sprawdzający, co to zostało z mojej kondycji, po pół roku w zasadzie bez ruchu (nie licząc codziennych 2,5-kilometrowych marszów z pracy). Postanowiłam wybiegać się do porządnego zmęczenia, przy czym za minimum do zrobienia postanowiłam 5 km. O dziwo, zrobiłam 9! Co prawda w czasie, w którym w sezonie biegałam dychę, no ale nie jest źle! Myślałam, że będzie gorzej.
Oczywiście okupiłam ten pierwszy trening zakwasami, ale to nic. Tęskniłam za tym bólem.
Oczywiście w działaniu na neurochemię mózgu nic się nie zmieniło, więc dostałam takie hiperdoładowanie energetyczne, że mogłam góry przenosić! I trzymało mnie do dziś, do kolejnego wybiegu
Dziś już spokojniej, bo nie dość, że zakwasy, to jeszcze teraz chcę już z głową się wdrażać, cel: 6 km, zrobiłam 7 Ale więcej byłoby ciężko.
Przede mną jeszcze zrobienie rozpiski i za rok wpisuję tysiaka w swoje biegowe CV

Żeby nie być gołosłowną przed samą sobą i przed światem, pojechaliśmy dziś z Mojnem do superwielkiego outletu, gdzie wydałam swoje ostatnie, przed wypłatą, pieniądze.
Tak, żeby się zmotywować, a przede wszystkim nie skrzywdzić.

Celem wycieczki były buty. Do biegania ofkors.
Moje obecne, to niewypał wszechczasów, który okupowałam coroczną krwią na piętach i bólem pachwin.
Całe popołudnie edukowałam się ze stóp pronujących i supinujących, robiłam testy (woda + gazeta = pięczątkowanie), czytałam o amortyzacjach, nawierzchniach i innych wytycznych.
Tym sposobem, pierwszy raz w życiu pojechałam wybrać, jakby nie patrzeć, element odzieży, nie zwracając najmniejszej uwagi na jego wygląd i walory estetyczne. Oczywiście los nie mógł mi w żaden sposób pomóc i najodpowiedniejsze i najwygodniejsze ciżmy musiały być jednocześnie tymi najbrzydszymi. Tja..

Ktosinie i Ktosiowie, przedstawiam Wam, moje landryneczki! Asics Gel Cumulus 15.



Tak, to był jedyny dostępny wzór. Na pocieszenie mam tylko to, że inne wariancje kolorystyczne, w jakie obfitują internety nie są nigdzie dostępne! Nawet w sklepach internetowych. Ba.. nawet tych oczojebnych landryn nie ma, a jedyne jakie znalazłam, w moim rozmiarze w necie, były 200 zł droższe niż te moje, za które wybuliłam 288 zł.
W każdym razie, nie powyższe jest najważniejsze.
Najważniejsze jest to, że te buty to jakiś absolutny cud obuwnictwa. Nigdy w życiu nie miałam na stopach czegoś równie wygodnego, idealnie dopasowanego do mojej fizjologii (choć rozmiarówka jest bardzo dziwna), miękkiego acz tak wybitnie stabilnego. Chmura! Prawdziwy Cummulus! Po pierwszym biegu, mogę powiedzieć na razie tylko tyle, że: bardzo mocno stabilizują stopę, moją roztańczoną prawą piętę! Amortyzują jak sprężyny! Dodatkowo pierwszy raz w życiu poczułam, że naprawdę ląduję na piętę, a nie na palce. Już nie mogę się doczekać kolejnego treningu.

Co by rozproszyć trochę ten szlachetny róż, niesiona impulsem dorzuciłam bokserkę. Jak tak dalej będzie z pogodą to wypróbuję ją pewnie w tym tygodniu



No i wreszcie, wreszcie i doczekałam się JEJ! Jej, co to się tak na nią czaiłam całą zimę! Na rozciąganie. Na to, żeby nie zmywać własnym potem parkietu, i żeby nie mieć siniaków na biodrach. O!



Podsumowując, do piątku jem ryż i warzywka Jestem wściekle szczęśliwa!

***
Przyniosłam ostatnio z pracy przepis na świetne ciasteczka! Bez mleka, jajek, mąki i innego zła tego świata. Ciasteczka owsiane, z dodatkami jakie kto sobie wymyśli, a co najlepsze, że są mięciutkie i delikatne. Wszystko za sprawą zmiksowanych jabłek i pomarańczy, które nawilżają je wewnętrznie.


Moje mają: płatki owsiane, siemię lniane, orzechy włoskie, żurawinę, suszone morele, suszone jabłka, mak i wiórki kokosowe.
Idealne na drugie śniadanie i posiłek pobiegowy
Dodatkową zaletą jest to, że szybko się je robi.

***
Na koniec...
Dostałam prezent urodzinowy!
Co ciekawe.. idealnie na pół roku po urodzinach ;D (a może, to na pół roku przed?)
eM. przyjechała ze stolicy jak Święty Mikołaj.



Widać, że prezent musiał swoje odczekać, bo piękny rudawo-czerwony komin przyda się raczej na przyszłą zimę, ale wypróbować, wypróbowałam! Chciało mi się takiego
Książkę czytam, w zasadzie zaczynam, bo musiałam skończyć poprzednią. Nie mogę czytać dwóch na raz. Nie ja.
Zapowiada się ciekawie!
Dziękuję eMorku!

Koniec!
Rekord długości wpisu padł?
  • awatar Alys27: A i jeszcze miałam dodać, że Twoje postanowienie 1000km nie jest wcale takie nierealne ^^ Zakładając, że będziesz biegać co drugi dzień, wyjdzie Ci około 180 dni biegania. 1000km : 180dni =~5,5km/dziennie. To nie dużo. Robisz więcej.
  • awatar Alys27: Tyle. Pieniędzy. Na. Buty. Zgroza!! Ale jakże poważnie do tego podeszłaś :D Te ciasteczka wyglądają jak... przemilczę. Wierzę na słowo, że smakują przepysznie :D Ja też dziś tak poczułam wiosnę! ♥
  • awatar 寶琳娜: Świetne zdj :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Szczęśliwy numerek na dziś: 389!
Odliczanie czas zacząć!

  • awatar happi: @JazuMST: Specjalnie dla Ciebie robię właśnie screena swojego mózgu/osobowości/podejścia do życia i innych, upomnij się o podobnego za 2 lata, i sobie porównamy ;) Swoją drogą sama jestem ciekawa tych zmian, tylko u facetów. Choć trudno mi uwierzyć, że i u Mojna wystąpi kiedykolwiek tak niesamowita poślubna predyspozycja do rozrostu mięśnia piwnego chociażby. Pożyjemy zobaczymy.
  • awatar JazuMST: Te rysunki z uciekającym panem młodym zawsze mnie zastanawiały. Czyżby dopiero w chwili ślubu orientował się z jakim potworem naprawdę ma do czynienia? Czy kobiety aż tak się zmieniają w momencie małżeństwa? Póki się nie hajtnę to się nie dowiem. Ale możesz mi napisać swoje spostrzeżenie po fakcie własnego ślubu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nawiązując do komentarza Twojego, ma zacna przyjaciółko, Alys, zrobię oddzielny wpis.

Są różne rodzaje smutku. Smutki smutne, smutko-złości, smutko-sentymenty, smutki bezpowodowe i wiele innych.
Czasami lubię jak mi jest smutno, wiem dziwne. Czasami lubię upajać się smutkiem, zakokonić się w sobie i potaplać we własnym zamule.
Najbardziej lubię smutko-sentymenty, bo mam wtedy takie poczucie, że moje życie jest w jakiś pokrętny sposób ciekawe. U mnie sentymenty rodzą się wtedy, kiedy muszę rozstać się z czymś, zostawić coś, opuścić, zakończyć. Z jednej strony jest to dość przykre, bo wiadomo, pożegnania są do bani, ale z drugiej otwiera się w życiu szansa na coś nowego, na zmianę, wzrasta ciekawość i zapisują się kolejne akapity życiowego doświadczenia.

Z powrotami do domu tak właśnie mam. W momencie przekraczania progu domu, w moim mózgu pojawia się taki dosłowny widok na swoje życie z dystansu. Wtedy zdaję sobie sprawę BARDZIEJ z tego jak ono wygląda, jak się rozwija i że jest takie MOJE! Takie kreowane przeze mnie i niezależne. I to dodaje mi takiej dzikiej satysfakcji!
Z drugiej strony w momencie przekraczania progu domu, inna część mózgu odżywa i przypomina mi to wszystko co, tam daleko, lekko przykurza się pod nawałem innych bodźców. Klimat mojego domu, przestrzeń, zapachy, ta wiejskość! I wtedy dociera do mnie jak mi tego brakuje i jak to dobrze, że właśnie do tego powróciłam na tych kilka dni.
Wiadomo, że gdy rodzinka jest w komplecie, te powroty wyglądają zupełnie inaczej, jest harmider, dużo słów, dużo jedzenia, taki przyjemny chaos.
Aczkolwiek zarówno te powroty refleksyjne i sentymentalne do cichego i pustego domu, jak i te pełne ludzi są fajne!
Każdy na swój sposób.

Poza tym, po dwóch miesiącach mieszkania w 4 osoby na 50 metrach, samotny wieczór w pustej chacie jest taki kojący.

Dziś już tatko wrócił z pracy, zrobiliśmy pseudoświąteczne zakupy, posprzątałam (dopóki nie posprzątam, nawet jeśli za bardzo nie mam czego, nie poczuję się komfortowo!), zrobiłam popisową rybę Mojna i planuję kolejne dni.
Takim jestem rodzinnym człowiekiem, że zastanawiam się jacy goście mnie czekają w święta i jak to zrobić, żeby jak najmniej się z nimi widzieć.
 

 
Wróciłam do domu po ponad 1,5 miesiąca nieobecności,
przywitał mnie tylko dziadek (o ile można tak to określić), a mimo to czuję się tak dobrze! Happi home alone. Ale ja to lubię!

Dobrze, że Bruder zostawił mi szybkie internety!
  • awatar Alys27: @JazuMST: Ha ha ha :P ta serdeczność..!
  • awatar JazuMST: @Alys27: Nie wierzę! Ty masz jakieś ludzkie wyższe odruchy! Robię screena.
  • awatar Alys27: Mnie tam by było smutno... Wróciłaś do domu-domu, ale gdzie najbliżsi..?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jaaaaaak?! Pytam się! Jakim cudem tego nie znalazłam wcześniej?! Nie wierzę..
Jak cudownie. Kocham ich takich starych.
Tęsknię
 

 
Spotkałam dziś prawdziwą wiosnę!


Taka piękna!


A na koniec dnia odzyskałam nadzieję, gdy dowiedziałam się, że mój najprawdziwszy brat, za swoje pierwsze zarobione pieniądze kupił sobie kosz na brudną bieliznę.
Żeby było higienicznie.
Chwilo trwaj!
  • awatar happi: @Folari: Czemu głupio? Takie skarby trzeba utrwalać! :)
  • awatar Folari: U mnie takie widoczki są w miejskim parku, ale głupio mi robić zdjęcia. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś jest dobry dzień.
Odczuwam niesamowitą lekkość bytu, a wszystko za sprawą drobnych miłych gestów od strony innych ludzi.
Nie wiem czym sobie zasłużyłam, ale właśnie dzisiaj, ni stąd ni zowąd, po kilku miesiącach próśb i narzekań spełniono moje małe wielkie pracowniczkowe marzenie! Tak po prostu.
B. jest dziś drugim najwspanialszym mężczyzną mojego życia! Przepełnia mnie radość i wdzięczność.
A wystarczyło trochę dobrych chęci, 34,70 zł, dwa śrubokręty, pilniczek do paznokci i znowu trochę dobrych chęci. Dziękuję!!!
Ale to nie koniec.
Mimo, że ostatnio dość sobie nagrabiłam i myślałam, że będę miała przechlapane przez najbliższe dni, to jest wprost przeciwnie! M. jest dla mnie taka miła, dała mi dziś czekoladkę i lakier do paznokci, zagaduje jak nakręcona i taaaak się uśmiecha! Dobrze ją widzieć znów w dobrym nastroju.
Niby takie drobnostki, a siedząc w pracy czuję się jakbym była na spotkaniu towarzyskim, a gdy nadchodzi 16, to nie chce mi się wychodzić! Niech tak będzie zawsze
W domu domowy B. tak samo, robi nam jedzeniowe prezenty i w ogóle nawet ostatnio nie boi się ze mną rozmawiać.
Ludzie są czasami tacy fajni

Wieczór zaś nastroił mnie sentymentalnie i zagłębiłam się w otchłanie youtube'a..
Od czasu do czasu lubię odkopać hity młodości (tej wcześniejszej) i przypomnieć sobie niektóre, dawno nie używane emocje..


 

 
Byłam wczoraj na zakupach! Na szopingu!
I to nie jedzeniowym ani kosmetykowym.
Widać, mój organizm wyczuł, że upłynęła już odpowiednia ilość jesieni, zim i wiosen żeby podjąć kolejne wyzwanie z serii "upolujjakiściuchbochodziszjakkocmołuch".
Przez te wszystkie miesiące doprowadziłam się do takiego stanu, że wychodząc popołudniu z Mojnem do pasażu, powiedziałam mu: "chodź, pomożesz mi, szukam butów, spodni, bluzy, bluzki, kurtki, torebki, dresu, maty do ćwiczeń i ozdobnego pudełka."
Challenge accepted!

Co ciekawe, tak mi się dobrze łaziło po tych sklepach! Tak na luzie. I jakże owocnie...
Oto część moich łupów:


Od razu zaznaczam, że do zakupu bluzki z jednorożcami Mojn nie przyłożył ręki. Skapitulował chwilę wcześniej i poszedł do Empiku czytać gazety. Jak ją zobaczył w domu, to zrobił tak spektakularnego facepalma, że łomatko!
Z kolei z drugą bluzką jest taki hicior, że też dopiero w domu zorientowałam się, że jej napis to.. data moich imienin Przypadek? Nie sądzę!
Zwłaszcza, że znalazłam ją odkładając przymierzane ciuchy na te wieszaki obok przymierzalni i już miałam wychodzić ze sklepu.
Trampaczki są piękne!
Do tego kupiłam jeszcze spodnie i dwie pary legginsów. Jestem z siebie taka dumna.
Tak mi się spodobało, że może częściej będę chciała robić te szopingi?
Tylko kasy, tylko kasy, tylko kasyyy brak!

Czuję wiosnę...
 

 
Poiąteczek.
Mojn ogląda jutuby.
A dokładniej: windowsowy dźwięk opróżniania kosza.
W kółko.
Nie mam pytań.
Chyba narzeczeństwo mu nie służy :O
  • awatar JazuMST: Ehe, dźwięk opróżniania kosza. Tak naprawdę usuwa cichaczem ukryte kawalerskie foldery.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Spotykają mnie w życiu chwile, wobec których moje zdolności werbalne zarówno mówione, jak i pisane są zbyt małe. Wtedy najlepiej jest posłużyć się bodźcami, które oddziałują wprost na zmysły. Bez zbędnego przetwarzania w korze skroniowej i czołowej - tej, co to od myślenia jest.

W tegoroczny Dzień Kobiet...


..dostałam najpiękniejszy dowód w życiu.



Na kartce napisał SOLI SOLI SOLI...


...i Zapytał.


T A K ! ! ! Tak! TAK! TAK! Taaaaaak!!!!




Mam narzeczonego!
  • awatar happi: @Mrs.Brown 2: @Alys27: @st.anger: @PerfectLook<3: Dziękujemy!!! Zbieram takie dobre słowa do specjalnej szufladki w mózgu :)
  • awatar Mrs.Brown 2: Najwspanialszy dzień kobiet :) Gratuluję :)
  • awatar Alys27: Mój Dziubie!!! Piękne zdjęcia :D Tak się cieszę Twoim szczęściem :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Właśnie rozliczyłam swojego pierwszego PIT-a ever!
Niby wszystko picuś glancuś, że online, że inteligentny program sam naprowadza, że szybko i bezboleśnie, ale.. jedno ale.
Po co chwalić się światu, że od lipca 2013 roku można formularze z numerem konta, na zwrot podatków, wysyłać też online skoro potrzebny jest do tego podpis elektroniczny?! Nosz... ilu ludzi w tym kraju ma podpis elektroniczny?!
Ale ja sobie poradzę.. spokojnie.
Przecież nie pozwolę im wysyłać przekazem mojej fortuny, żeby odliczali mi od tego 25 zł! O nie!
Czas przeprosić się z kopertą i znaczkiem.
 

 
Nie ogarniam Pingera.. Czemu on żyje własnym życiem? Czemu się tak buntuje przeciwko nam?! Czemu? Czemu?!
A ja tak nie znoszę, gdy coś nie jest po mojej myśli, gdy zamiast zdjęcia pojawia się link, albo wpis się kopiuje, albo nagle znika.. I kiedy żadne działania, nie skutkują. Kopiuję, wklejam od nowa, nic!
Pingerze! A wrr!

Gdzie jest słońce?!
  • awatar Alys27: @JazuMST: Oj oj Jazu, to taki inside joke :P
  • awatar JazuMST: @Alys27: Nawinna jesteś Diabliku? A na piwnna też? Może mógłbym Cię bardziej polubić ;p
  • awatar Alys27: @JazuMST: @happi: Nieprawda. Jestem młodsza. I nawinna, if you know, Robalu ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›